O autorze
Zawodowo zadaję pytania, prywatnie próbuję udzielać odpowiedzi. Trochę copywriter, trochę ankieter. Najczęściej blogerka. Odkąd dałam życie, uczę się żyć dobrze. Z małej wioski przyglądam się wielkiemu światu i nie znajduję różnić. Miłość jest wszędzie taka sama.

Oszczędzaj dziecko. Czyli o wiedzy, która procentuje

Jak tylko córka nauczyła się jako tako liczyć zaczęliśmy zaznajamiać ją z pieniędzmi. O ile liczenie jabłuszek, patyczków czy kropek biedronki szło jej całkiem nieźle, to wartość pieniądza okazała się na tyle frustrująca, że pojawił się nawet pomysł domalowania zera do dwudziestozłotowego banknotu, bo "wtedy starczy na Furby'ego".

Ten etap mamy już za sobą. Obecnie w domu mamy małego inwestora, o którego przyszłość finansową jestem spokojna.



Jestem zdania, że edukację finansową dzieci warto rozpoczynać jak najwcześniej. Dzięki temu temat wydawania i oszczędzania pieniędzy szybko stanie się czymś oswojonym i naturalnym, a nasze pociechy będą potrafiły przewidzieć konsekwencje zbytniej rozrzutności i nauczą się planować swoje wydatki.

Nawet kilkuletnie dziecko może i powinno mieć swoje pieniążki, którymi w dowolny sposób pozwólmy mu gospodarować. Wielkość oraz częstotliwość otrzymywanego kieszonkowego warto dostosować zarówno do wieku dziecka jak i stanu domowego budżetu. Nie ukrywajmy - pięciolatek nie potrzebuje najniższej krajowej, a nastolatka raczej nie zadowoli otrzymywanie dwudziestu złotych na miesiąc.

Osobiście pozwalam córce wydawać pieniądze na co chce, choć nie zaprzeczam, że gdy widzę zakup pięciu prawie identycznych gazetek o zwierzątkach zastanawiam się, czy przemyślała swoje decyzje chociaż odrobinę. Ale to procentuje. Po miesiącu pełnym frustracji, kiedy brak jej środków na inne zakupy przy kolejnym kieszonkowym kupuje już tylko jedną gazetę, a to co zostaje odkłada "na później". To najprostsza metoda (i jednocześnie najbardziej skuteczna) by w praktyce nauczyć się podejmowania racjonalnych decyzji zakupowych.

Warto uczyć dzieci oszczędzania. W starym porzekadle mówiącym o tym, że Jan nie będzie umiał jeśli jako Jaś się nie nauczy jest sporo prawdy. Dzięki temu, że dziecko samo postara się odłożyć potrzebną na zakup wymarzonej zabawki czy sprzętu kwotę po pierwsze nauczy się, że nie wszystko można mieć od razu, a dzięki pewnym wyrzeczeniom szybciej można zrealizować swoje cele. Po drugie zaś o wiele bardziej doceni możliwość zabawy nowym gadżetem i będzie o niego dbało.

Smutna prawda jest taka, że my Polacy wciąż dopiero uczymy się oszczędzania. Widzimy, że staje się koniecznością, od której zależy nasz spokojny sen. Zaczynamy je doceniać i coraz częściej staramy się mieć chociaż minimalne zabezpieczenie, które pozwala nam bez lęku myśleć o przyszłości. Warto uczyć się razem z dziećmi. Tym bardziej, że współczesna bankowość proponuje różnorodne rozwiązania, które czynią oszczędzanie atrakcyjnym i ciekawym.

Dzisiejsze oszczędności dzieci to już nie tylko monety w śwince skarbonce, co pozwala im w naturalny sposób oswoić się z bankowością, metodami oszczędzania oraz uczy jak wybierać rozwiązania, które przynoszą najlepsze korzyści.

Dzięki takiej nauce od najmłodszych lat możemy wychować świadomych konsumentów, którzy nie wpadną w pętlę kredytową a poradzą sobie z rozsądnym gospodarowaniem pieniędzmi, co zagwarantuje im spokojną i bezpieczną przyszłość.

Tym bardziej, że brak oswajania dziecka z tematem pieniądza może przynosić problemy już w wieku szkolnym. Niejednokrotnie obserwuję w klasie mojej córki, jak dziecko które uważa, że pieniądze biorą się "ze ściany" bez żadnych ograniczeń, narażone jest na frustrację kiedy rodzice odmawiają zakupu drogiego gadżetu. Ucząc oszczędzaćpokazujemy, że każdy z nas ma ograniczone zasoby (również rodzic) i trzeba umieć nimi gospodarować.

Oszczędzanie przez dzieci warto uczynić atrakcyjnym. Uczyć przez zabawę. Widzę jak w naszym przypadku to procentuje. Dzięki temu, że korzystamy z nowoczesnych rozwiązań dopasowanych dla dzieci córka nie kojarzy odkładania pieniędzy z czymś przykrym i nieprzyjemnym a radosnym dążeniem do upragnionego celu. Dobrym pomysłem jest również oszczędzanie na wspólny cel przez grupę. Czy to z rodzeństwem, czy z klasą na wymarzony cel oszczędza się łatwiej. Obserwuję u swojej pierwszoklasistki dumę, że na pierwszą wycieczkę na lody "nazbierali z klasą", zamiast prosić "daj na lody" rodziców. To przekonuje maluchy, że warto i sprawia, że czują się "dorosłe", a przecież nie ma dziecka, które nie lubi się tak czuć.

Warto poświęcić trochę czasu i środków na to, by w przyszłości nasze dzieci doskonale radziły sobie z gospodarowaniem pieniędzy. Przekonanie ich, że to rozsądne i konieczne to pierwszy krok na drodze do życia bez kłopotów finansowych. A przecież na tym, żeby nasze dzieci radziły sobie w dorosłym życiu, zależy każdemu z nas.
Trwa ładowanie komentarzy...