O autorze
Zawodowo zadaję pytania, prywatnie próbuję udzielać odpowiedzi. Trochę copywriter, trochę ankieter. Najczęściej blogerka. Odkąd dałam życie, uczę się żyć dobrze. Z małej wioski przyglądam się wielkiemu światu i nie znajduję różnić. Miłość jest wszędzie taka sama.

Szacunek powszechny

Dzieci uczą się od nas.
Dzieci uczą się od nas. https://www.flickr.com/photos/macinate/2112279956/
Będąc dość wnikliwym obserwatorem rzeczywistości, a przynajmniej starając się takim być, coraz częściej ze smutkiem obserwuję, że nauka szacunku wśród dzieci opiera się na wpojeniu latoroślom ścisłych zasad jego reglamentowania, zamiast świadomości, że należy się każdemu.

Na początek historyjka.
Rok temu wylądowałyśmy z córką w pobliskim szpitalu. Dzielnie walcząc z infekcją płuc poznawałyśmy szpitalny świat i nie zawsze wymarzone sąsiedztwo. Łóżko obok mojej córki zajmował kilkuletni chłopiec. Krzesło obok mnie, jego wyraźnie niezadowolona z przebiegu wydarzeń mama (co akurat jest zrozumiałe, mało kogo cieszy pobyt w takim miejscu). Przeprowadzała długie konferencje biznesowe, po uprzednim zainstalowaniu w łapkach syna tabletu z grą, która miała go wciągnąć na tyle, by nie przeszkadzał.
Gra nie zdała rezultatu. Chłopiec podobnie jak młoda miał setki pytań. O sprzęt, personel. W pewnym momencie zapytał również o panią salową, która odwiedziła naszą salę by zaprowadzić w niej ład i porządek.
Pytanie chłopca, czym zajmuje się ta pani, zostało skwitowane krótkim "TYLKO sprząta" znad telefonu. Przyznaję, że poczułam się odrobinę zażenowana, tym bardziej, że pani salowa była przy "rozmowie" obecna. Wyjaśniłam więc córce jak i sąsiadowi, że pani owszem, sprząta, ale nie tylko, bowiem utrzymanie czystości w szpitalu jest niesamowicie ważne i trudne. I od tego, czy będzie tu czysto zależy, czy nie zarażą się jakąś dodatkową paskudną bakterią. Poza tym pani ta dba o to byście mieli wygodne i czyste pościele, przynosi Wam też pyszne jedzonko. Kto był w szpitalu ten wie, że ostatnie zdanie jest nadinterpretacją :) przyniosło jednak zamierzony efekt. Uśmiech salowej i czerwone ucho wystające znad telefonu.

I tak sobie myślę, bo dziś znów napotkałam ojca, który stojąc w kolejce z synem głośno wyrażał swoje niezadowolenie jak to "ta się guzdrze" i "liczyć to ta nie umie" mimo coraz bardziej szklistego spojrzenia kasjerki.
Przekazując dziecku takie właśnie wzorce postrzegania świata prawdopodobnie mamy nadzieję, że one, podobnie jak my ułożą sobie życie na tyle dobrze, żeby być na tym szczebelku drabiny, z którego idzie już na kogoś spojrzeć z góry.
A co jeśli nie?
Co jeśli Twoje ukochane, najlepsze dziecko zostanie tą początkującą kasjerką lub zapracowaną, zmęczoną salową, która "tylko" sprząta?
Jak będzie się czuło wiedząc, że dla własnego rodzica jest kimś gorszym? Bo nawet jeśli wtedy zaprzeczysz, ono będzie miało lata przykładów pokazujących aż zbyt dobitnie, co myślisz.

Warto o tym pamiętać. I wpajać dziecku, że szacunek należy się każdemu, kogo praca jest dla innych pożyteczna. Nie tylko dlatego, że w przyszłości nasze lekceważenie może obrócić się przeciwko nam ostrą stroną. A dlatego, że tak po prostu żyje się przyjemniej.
Trwa ładowanie komentarzy...